"Dla mnie świat się zatrzymał..."

15 października, DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO

“Dla mnie świat się zatrzymał…” 15 października, DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO

“To już jest takie życie… byle przetrwać…” – mówi Hanna Synowiec… Dla niej, “świat zatrzymał się” w marcu tego roku – wtedy zmarł jej syn Kuba…

na kilka dni, przed swoimi trzynastymi urodzinami -“Przez te kilkanaście lat, żyłam ze świadomością – że moje dziecko jest ciężko chore, a każdy dzień jest darem. Zaklinaliśmy rzeczywistość, staraliśmy się żyć pełnią życia, zabierać go wszędzie, pokazywać mu świat, spotykać się z ludźmi. Najważniejszy był Kuba, jego leczenie, rehabilitacja, zbieranie środków – aby zapewnić potrzebne mu sprzęty. Karmienie, przewijanie, ubieranie, przekładanie go z boku na bok… życie toczyło się wokół niego.”

“Na początku diagnoza do mnie nie docierała… Myślałam, że poćwiczymy i Kuba kiedyś dogoni rówieśników…”

Chłopak urodził się z wadą serca. Po operacji, doszło do niedotlenienia mózgu – w wyniku, którego miał dziecięce porażenie mózgowe. Hanna Synowiec, przez całe jego życie – opiekowała się nim w dzień i w nocy… Czuwała, bojąc się – że coś może mu się stać, gdy będzie spała. Chłopak musiał być przewijany, odsysany i karmiony bezpośrednio do żołądka. Trzeba go też było myć i przebierać. Każda infekcja była dla niego zagrożeniem, dlatego często przebywał w szpitalu. Czas nie działał na jego korzyść – z wiekiem był coraz słabszy i wszystkie problemy pogłębiały się. Im był starszy i cięższy – tym bardziej obciążone były jego narządy… głównie – i tak już chore – serce.
Kuba miał za sobą wiele kryzysów – z których dzielnie wychodził… Ostatni pojawił się w marcu, chwilę po beztroskim pobycie na nartach. Kuba zmarł kilka dni później.

“On cieszył się całym sobą…”

Kuba, mimo że uwięziony we własnym ciele – nigdy nie był zamknięty w czterech ścianach: jeździł na nartach, można go było spotkać na basenie, pływał z delfinami, latał samolotem.
Mama Kuby wiele razy słyszała, że wycieczki, podróże… wszelka aktywność – nie jest mu potrzebna, bo przecież z chłopakiem nie ma kontaktu… Ona jednak ten kontakt miała – widziała, kiedy jej dziecko ma lepszy i gorszy dzień… że jest smutny, albo zadowolony… że coś mu się podoba, a co innego nie. Bezbłędnie odczytywała, wysyłane przez syna sygnały. Domyślała się, o co chodzi – gdy płacze… wiedziała, czego w danej chwili potrzebuje. Jako matka – miała wstęp do tego tajemniczego świata i chciała mu tam przemycić trochę bodźców z zewnątrz…. Powiew wiatru, sól morską na ustach czy chłód na policzkach: “Cieszę się, że mógł dotknąć piasku na plaży i śniegu w górach…” – mówiła.
Dlatego Hanna Synowiec, niemal wszędzie zabierała ze sobą swojego niesamodzielnego syna. Najczęstsze kierunki to: góry – zimą i morze – w czasie wakacji, ale Kuba towarzyszył swojej mamie, właściwie podczas każdego wyjścia z domu. Hania podkreśla, że nie lubiła się z nim rozstawać i chciała traktować syna tak, jak zdrowe dziecko – a zdrowe dzieci poznają świat. Mama starała się dać Kubusiowi tę możliwość – oczywiście wiedziała, że będzie tę rzeczywistość odkrywał po swojemu, na miarę swoich możliwości… nie wszystko wiedział i rozumiał – ale można było zauważyć, gdy coś go szczególnie zachwyciło i ucieszyło: „Wyciągał ręce do drzew i śmiał się… Śmiała się nie tylko jego buzia, ale także oczy… On cieszył się całym sobą…”

“Z dniem śmierci Kuby – odeszło wszystko… Nie ma przede wszystkim dziecka – a to jest najgorsze, co może spotkać rodzica.”

“Brakuje jego uśmiechu, spojrzenia, ciepła i oddechu…. Wszystkiego! Żeby przytulić go i pocałować…” – mama chłopca podkreśla, że przez trzynaście lat, jej życie toczyło się wokół synka… To on był w centrum – “Był po prostu najważniejszy… On i jego leczenie, rehabilitacja, zbieranie środków – aby zapewnić potrzebne mu sprzęty. Teraz, straciłam ten sens życia, każda czynność wykonywana jest mechanicznie… Pracuję, bo muszę… jem, bo muszę… śpię, bo muszę… bo życie trwa dalej…”

Małopolskie Hospicjum dla Dzieci nie pozostawia bez wsparcia – rodziców po stracie. Obejmujemy rodziny pomocą psychologiczną, organizujemy spotkania – w trakcie których mogą porozmawiać z osobami, w takiej samej sytuacji.

Co roku, obchodzimy także Dzień Dziecka Utraconego – w kalendarzu to 15 października – i wtedy wspominamy naszych zmarłych podopiecznych, kontaktujemy się z ich bliskimi, dodajemy otuchy…

Chcemy, żeby rodzice wiedzieli – że nasza pomoc, nie kończy się wraz z odejściem ich córki/syna. Zawsze bierzemy pod opiekę – nie tylko nieuleczalnie chorego, młodego człowieka – ale też wszystkich domowników… jesteśmy z nimi, w chwilach: radości, smutku i żałoby…

Wspieramy także pary, które tracą swoje maleństwo jeszcze przed narodzinami, albo tuż po porodzie. Prowadzimy hospicjum perinatalne. Nasz psycholog jest w stałym kontakcie z osobami, które już w ciąży dowiadują się o wadach i problemach dziecka – mogących doprowadzić do śmierci na każdym – nawet na bardzo wczesnym – etapie. Żal, rozpacz, zagubienie, lęk, zmęczenie, utrata nadziei, mnóstwo pytań i brak odpowiedzi… – rodzice w tym czasie, po prostu nie mogą być sami…

 

Pomagają nam

Kontakt

Małopolskie Hospicjum dla Dzieci w Krakowie

Organizacja Pożytku Publicznego
Ul. Odmętowa 4
31-979 Kraków
KRS 0000249071
NIP 6782972883
REGON 120197627
Nr konta w banku:
PKO BP: 40 1020 2892 0000 5702 0179 5541
Tytułem: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE MHD

forum

Obsługa IT: system-a
Projekt: hxsLogo2